Import cementu spoza UE – rosnący problem przemysłu
Import cementu spoza UE urósł do rangi jednego z najbardziej palących problemów dla przemysłu cementowego w Polsce i całej Unii Europejskiej. Z pozoru może się wydawać, że to zwykła konsekwencja liberalizacji handlu. Jednak w praktyce mówimy o zjawisku, które niesie ze sobą poważne konsekwencje gospodarcze, klimatyczne i geopolityczne. Wzrost importu w tak krótkim czasie zakłóca mechanizmy rynkowe. Osłabia pozycję lokalnych producentów i może doprowadzić do trwałej utraty strategicznej niezależności Europy w budownictwie.
Cement w liczbach – import, który szokuje
Wzrost importu cementu z Ukrainy do Polski o blisko 3000% w ciągu 5 lat to fakt, którego nie sposób zbagatelizować. W 2019 roku było to nieco ponad 21 tys. ton. W 2024 roku import przekroczył już 650 tys. ton. To ogromna zmiana, która – według prognoz – w 2025 roku może sięgnąć nawet ponad 1 miliona ton. Taka ilość cementu odpowiada rocznej produkcji jednej pełnowymiarowej cementowni działającej w Polsce.
Problem jednak nie kończy się na naszym kraju. Z danych CEMBUREAU wynika, że najwięcej cementu trafia do UE z Turcji (35,8%) i Algierii (19,2%). Duży udział mają też Tunezja, Egipt i Maroko. Ukraina w ostatnich latach przesunęła się na drugie miejsce, odpowiadając już za niemal 13% importu cementu do UE.
Import cementu jest ogromny także w innych krajach. Włochy sprowadziły w ubiegłym roku ponad 2,8 mln ton, a Rumunia – 1,3 mln ton. Cement ze Wschodu płynie też szerokim strumieniem na Słowację i Węgry.
Polska, ze względu na swoje położenie, pełni rolę bufora wschodniego rynku. Znajduje się na pierwszej linii napływu produktów spoza UE. Szczególnie mocno odczuwają to regiony przygraniczne, takie jak Podkarpacie i Lubelszczyzna. Lokalne cementownie tracą tam konkurencyjność, a rynek przesuwa się w stronę tańszego, nie zawsze kontrolowanego cementu z importu.
Czy to jeszcze wolny handel, czy już dumping?
Różnice w kosztach produkcji między UE a krajami trzecimi są ogromne. Jak zaznaczył Włodzimierz Chołuj (CEMEX Polska), problemem jest „nieuczciwa konkurencja ze Wschodu”. Ukraińscy producenci nie ponoszą kosztów emisji CO₂. Tymczasem cementownie w UE płacą za każdą tonę nawet ponad 100 euro. Importowany cement nie podlega takim regulacjom.
CBAM (Carbon Border Adjustment Mechanism) miał być odpowiedzią na ten problem. Jego wdrożenie zaplanowano dopiero na 2026 rok. Tymczasem Ukraina już wnioskuje o przesunięcie terminu do 2027.
To nie jedyny paradoks. Jak zauważył prof. Jan Deja (SPC), Ukraina jednocześnie chroni swój rynek. Wprowadziła cła antydumpingowe na cement z Mołdawii i Białorusi.
Branża pod presją: energia, emisje, czas
Kolejne wyzwania? Wysokie ceny energii, które stanowią dziś ponad 35% kosztów produkcji. W Polsce ceny energii w 2024 roku były najwyższe w całej UE – blisko 70% wyższe niż we Francji.
Dekarbonizacja cementowni wymaga ogromnych inwestycji w technologię CCS (Carbon Capture and Storage). Jak zaznaczył Maciej Sypek (Holcim Polska), „nie ma innej technologii redukcji emisji niż CCS„. Problem w tym, że budowa jednej instalacji CCS to koszt nawet pół miliarda euro, a infrastruktura (np. rurociągi CO2) musi powstać od zera.
Bez wsparcia UE i krajów członkowskich, wdrożenie CCS w Polsce może być nierealne – a bez niego cementownie nie przetrwają 2034 roku, kiedy to wygasną ostatnie darmowe uprawnienia do emisji.
Cement strategiczny – nie tylko dla budowy, ale i bezpieczeństwa
Podczas seminarium „Czy zbliża się koniec produkcji cementu w UE?”, europoseł Krzysztof Hetman ostrzegł: „Brak działań zaradczych może doprowadzić do przeniesienia produkcji poza UE”. Jego zdaniem brak spójnej polityki celnej, energetycznej i klimatycznej wobec krajów trzecich prowadzi do stopniowego upadku europejskiego przemysłu.
Dziś Europa inwestuje w zbrojenia, infrastrukturę i projekty energetyczne, jak elektrownie jądrowe. W takim kontekście cement przestaje być zwykłym surowcem budowlanym. Staje się materiałem strategicznym, ważnym dla suwerenności przemysłowej UE.
Aleksandra Kozłowska z Stałego Przedstawicielstwa RP zauważyła: „Cement to fundament nie tylko budynków, ale i bezpieczeństwa Europy”.
Branża cementowa zyskuje status kluczowego sektora odporności przemysłowej – obok stali, chemii i energii. Gdyby produkcja została przeniesiona poza UE, zwiększyłaby się zależność kontynentu od państw trzecich. Utrudniłoby to także reagowanie na kryzysy, takie jak wojny, pandemie czy przerwane łańcuchy dostaw.


Import cementu spoza UE -Europa mówi wspólnym głosem i domaga się ochrony
To nie jest tylko problem Polski. Rumunia apeluje o wprowadzenie rocznych limitów importowych, Włochy biją na alarm w sprawie masowego napływu cementu z Turcji i Afryki Północnej, a Hiszpania domaga się radykalnego uszczelnienia CBAM.
Jak podkreślał Emiliano Alonso z Oficemen, CBAM musi być nie tylko szczelny, ale i egzekwowany, ponieważ sam mechanizm bez skutecznych narzędzi weryfikacji może okazać się fikcją. Cement to materiał trudny do precyzyjnego śledzenia – jego ślad węglowy zależy nie tylko od technologii produkcji, ale również od rodzaju paliwa, miejsca wydobycia surowca czy metody transportu.
Brak jednoznacznych i obowiązkowych standardów sprawozdawczości powoduje, że deklaracje importerów mogą być zaniżane. Dlatego branża domaga się wprowadzenia niezależnych audytów i sankcji za podanie fałszywych danych. CBAM, jeśli ma chronić europejski rynek, musi nie tylko istnieć, ale również działać – i być narzędziem realnej kontroli emisji, a nie biurokratyczną fasadą.
Czas na działanie – co może uratować europejskie cementownie?
SPC proponuje konkretny mechanizm: kontyngent celny na import cementu spoza UE, w tym z Ukrainy – na poziomie średniej z ostatnich trzech lat, czyli 360 tys. ton rocznie. Taki limit nie byłby narzędziem protekcjonizmu, ale formą tymczasowej ochrony przed destabilizacją rynku, umożliwiającą cementowniom funkcjonowanie w warunkach uczciwej konkurencji.
Branża apeluje także o rekompensaty kosztów energii w ramach EU ETS, które już otrzymują sektory stalowy i chemiczny. Cement – mimo że również należy do grupy przemysłów energochłonnych i wysokoemisyjnych – został dotychczas pominięty w systemie wsparcia. Tymczasem koszty energii przekraczają dziś 35% ogólnych kosztów produkcji, a po wdrożeniu CCS mogą nawet się podwoić.
Jak mówi prof. Jan Deja, dyrektor wykonawczy SPC: „Przeniesienie produkcji poza Polskę może być już nieodwracalne”. Jego zdaniem konieczne jest pilne rozszerzenie listy sektorów kwalifikujących się do rekompensat, zanim polski przemysł cementowy straci szansę na transformację i przetrwanie w zmieniającym się otoczeniu regulacyjnym.
Co dalej z cementem w Polsce i Europie?
Choć Polska jest dziś trzecim producentem cementu w Europie, bez działań ochronnych i systemowego wsparcia, krajowe cementownie mogą nie przetrwać nadchodzącej dekady. Branża zatrudnia bezpośrednio 4 tysiące pracowników i tworzy dodatkowe 24 tysiące miejsc pracy w łańcuchu dostaw, a jej roczne wpływy do sektora finansów publicznych przekraczają 3,2 miliarda złotych.
To nie są liczby, które można zignorować. Cementownie w Polsce należą dziś do najnowocześniejszych w Europie – osiągnęły ponad 80% udziału ciepła z paliw alternatywnych i aktywnie uczestniczą w gospodarce o obiegu zamkniętym. Pomimo to, presja konkurencyjna wynikająca z importu cementu spoza UE, połączona z najwyższymi w Unii kosztami energii, rosnącymi opłatami za emisję CO2 oraz nieuchronną koniecznością inwestycji w technologię CCS, tworzy środowisko wyjątkowo trudne do przetrwania.
Bez zdecydowanych działań legislacyjnych i finansowych, które pozwolą sektorowi sprostać nowym wyzwaniom, ten szary proszek może stać się symbolem nie tylko budownictwa, ale i upadającego przemysłu strategicznego Europy – przemysłu, który przez dekady budował infrastrukturę kontynentu, a dziś sam potrzebuje ochrony.